środa, 23 października 2019

Wszystkie światy są jednym,
wszystko pochodzi z tego samego:
bogowie, duchy, gwiazdy,
rośliny, kamienie i ludzie.
Wszystko się zmienia i porusza,
 ale nie umiera;
nasza dusza jest jak drzewo:
rodzi się, wzrasta, kwitnie i wydaje nasiona.
Nigdy nie przestaje żyć,
bowiem zmienia się tylko łupina nasiona.
 

  >>źródło<<

przypowieść o orle
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

Przeczytano juz: 9684 razy.

Wpisany przez Stanisław Roszkowski   
piątek, 30 listopada 2007 21:32

    

    Dzisiaj pewna przypowieść, którą przytaczam po powrocie z Ameryki Południowej, gdzie pojechałem szukać u chilijskich Indian Mapuche (Araukana) mitycznych kur araukana. Rasy tej nie znalazłem, poza jednostkowymi przypadkami, w ogóle za to zachwyciłem się tamtejszą kulturą, głównie Inków. Do tego stopnia, że za motto swojego bloga użyłem wiersz (zernijcie na górę) jednego z indiańskich wodzów Mapuche. Niech ten wiersz i ta przypowieść będą moimi - a może i Waszymi - drogowskazami zarówno w radosnych jak i  trudnych chwilach w życiu.  

Przypowieść o orle 

    Po raz pierwszy usłyszałem tę przypowieść podczas porannej jazdy autokarem do kanionu Colka w Peru, gdzie spodziewaliśmy się zobaczyć kondory. Pod nogami mieliśmy przepaść, w górze piękne słońce. W kanionie stopniowo nagrzewające się powietrze tworzyło prądy, kominy, dzięki którym te przepiękne królewskie ptaki, jeden z symboli Inków, potrafiły przelecieć bez poruszania skrzydłami wiele kilometrów.

    - Jest…ktoś szepnął…jeden…

    Potem pojawił się drugi, trzeci…następne. Obserwowaliśmy jak małe punkciki wzbijały się wyżej i wyżej. Przepiękny, niezapomniany widok...

    Ilu z nas wtedy myślało sobie, że warto marzyć i przekraczać bariery, które wydają się nie do przekroczenia? Tak jak to małe orlątko, które wykluło się z jajka wysiedzianego przez kurę. Jak orle jajko znalazło się w zwykłym kurniku – nie jest to przedmiotem naszych dociekać. W każdym razie wykluło się pośród innych pisklaków. Piło, jadło tak jak one, naśladowało swoją matkę kurę w grzebaniu, z zapałem wyszukiwało robaków tak jak ona i nocowało na grzędzie. Walczyło o swoją pozycję w stadzie. Było na swój sposób szczęśliwe. Czasami tylko gdy orlątko spojrzało do góry, widząc szybującego gdzieś wysoko orła, czuło jakby ukłucie w sercu. Na widok orła inne kury uciekały w popłochu w zarośla. Przecież jastrzębie i orły to drapieżniki, odwieczni wrogowie kur.

   - To niedorzeczne marzenia – powiedział kogut. – Kury przecież nie potrafią latać. Po co tracić czas na jakieś mrzonki, czy nie lepiej zająć się czymś pożytecznym?

   Ta historia może mieć nieskończenie wiele zakończeń tak jak istnieje nieskończenie wiele osób, które ją zinterpretują. W Skandynawii orzeł zamienia się w łabędzia, w Ameryce Południowej w kondora, w Egipcie w Ibisa. Zawsze ludzie marzyli o tym, aby wznieść się jak najwyżej, nie przypadkiem każdy z tych ptaków znalazł sobie szczególne miejsce w symbolice i wierzeniach wielu kultur. A jakie mogą być zakończenia?

    Choćby takie…

    Orlątko, wtopione w rytm codziennych zajęć, poddane presji innych kur z rzadka tylko spoglądało do góry, a jeżeli już spoglądało to szybującego orła traktowało jak kogoś obcego i nierzeczywistego. Miało swoje zajęcia – grzebanie w ziemi. Marzenia tak jak latanie było nie dla kur. Jeżeli ktoś tam sobie lata, to jego sprawa.

    Lub takie…

    Kiedyś nasze orlątko podeszło do kałuży i w wodzie zobaczyło coś na co wcześniej nigdy nie zwróciło uwagi chociaż piło wodę z różnych kałuż wiele, wiele razy. Zobaczyło takie same chmury, jak te między którymi szybowały orły. Co prawda zobaczyło też i swoje odbicie, ale nie skojarzyło go z maleńkim szybującym w przestworzach punkcikiem. Dostrzegło chmury, przestrzeń, ale jednocześnie nie mogło uwierzyć, w to co widziało. Ileż to razy patrząc na swoją twarz w lustrze tej twarzy tak naprawdę nie widzimy. Albo wydaje nam się ona, chociaż przypomina twarz orła, normalna i zwykła. Można marzyć, ale jednocześnie grzebać swoje marzenia w podwórzowej stercie wiejskiego obornika.

    Ilu z nas grzebie swoje marzenia?

    Są jeszcze inne warianty zakończenia tej historii. Pewnie wiecie już jakie. Można wzbić się do góry i poszybować w nieznane. Ale ten wariant może się wydać bardzo egoistyczny, chociaż z pozoru najbardziej pożądany. Można też wzbić się do góry, spotkać gdzieś wysoko piękną orlicę, założyć z nią gniazdo i wychować własne dzieci, ale jednocześnie od czasu do czasu przylatywać do swojego pierwszego domu, do sióstr i braci, do swojej mamy i okazać jej szacunek za trud wychowania. Choćby była zwykłą kurą. Nie można, tak na zawsze, jak skalpelem odcinać się od korzeni.

      

   

   
Poprawiony: poniedziałek, 04 sierpnia 2008 09:19