poniedziałek, 27 stycznia 2020

Wszystkie światy są jednym,
wszystko pochodzi z tego samego:
bogowie, duchy, gwiazdy,
rośliny, kamienie i ludzie.
Wszystko się zmienia i porusza,
 ale nie umiera;
nasza dusza jest jak drzewo:
rodzi się, wzrasta, kwitnie i wydaje nasiona.
Nigdy nie przestaje żyć,
bowiem zmienia się tylko łupina nasiona.
 

  >>źródło<<

shamo jako domowy kot
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Przeczytano juz: 6201 razy.

Wpisany przez Stanisław Roszkowski   
poniedziałek, 10 grudnia 2007 23:55

Za kilkanaście godzin lecę do Tajlandii. Zaprosił mnie Suthup Chongulia, którego spotkałem w maju w  japońskim Kumamoto na wyspie Kiusiu podczas klubowej wystawy Higo Chabo organizowaną przez Pana Imamura Yasutake. W połowie grudnia w Bangkoku odbędzie się  wielka wystawa zwierząt domowych. Co pod tym określeniem się kryje, nie wiem, zobaczę. Zawistnym zdradzę, że to moja kolejna zagraniczna przygoda, za którą nie muszę, poza kosztami przelotu samolotem, płacić. Jakoś tak mnie, jak nie Japończycy, to Tajowie, Niemcy, Holendrzy czy Włosi zapraszają na swój koszt i już. Nic na to, cholera, nie poradzę.


Jeszcze w trakcie pobytu w Japonii zaśmiewaliśmy się do łez z moimi japońskimi przyjaciółmi na samo wspomnienie Suthepa. Ciekawe co wymyśli przy kolejnym spotkaniu, a że wymyśli, to jest pewne na bank. Wtedy patrzyłem na niego jak na oryginała. Tym bardziej, że Kurt Michel, który również zna Suthepa osobiście powiedział mi, że to wielce wpływowa postać w Tajlandii. Taki ważny, a kawalarz, myślałem sobie.

- To członek rodziny królewskiej, mówi ci to coś – pytał retorycznie.

-  Nic mi to nie mówiło, bo i dlaczego miało mówić?

Dzisiaj wiem, że Tajowie to jajcarze, skłonni do żartów i zabawy kawalarze. Przygotowując się do tej wyprawy wyczytałem w przewodniku, że  znają oni aż 13 rodzajów uśmiechu, wyrażających bardzo szeroki wachlarz emocji, od tryumfu do smutku  i rozpaczy. Jest nawet uśmiech wyrażający brak uśmiechu czyli – „próbuję się uśmiechnąć, a nie mogę”. Podobno wszystko, co robią jest napiętnowane pragnieniem zabawy (sanuk). Nawet codzienne czynności i żmudna praca powinna na zawierać sanuk, bo inaczej życie byłoby funta kłaków warte.

Ale wróćmy do Suthepa.

Dwa lata temu, gdy odwiedził Japonię, bardzo smakował mu owoc mandarynki. Uparł się, że w drodze powrotnej zabierze ze sobą drzewo, z którego go zerwał. Długo mu musieli tłumaczyć japońscy przyjaciele, że z przewozem drzewa samolotem mogą być pewne kłopoty.

Skończyło się na sadzonce.

W następnym roku, czego byłem osobiście świadkiem, spodobał mu się piękny, prawie 70-centymetrowy kogut shamo, którego fotografowałem u Pana Hideaki Katagiri. Tylko jak wywieść żywego koguta do Tajlandii? Sam musiałem się mocno nagimnastykować, aby przemycić do Polski trochę jajek, a tu w grę wchodził okazały kogut. Traf chce, że na bankiecie we wspomnianym Kumamoto, gdzie zostaliśmy zaproszeni obaj jako zagraniczni, ważni goście, palnąłem nawet mówkę o przyjaźni polsko-japońskiej (gromkie oklaski), a potem wysłuchałem mowy Suthepa (równie gromkie oklaski), której jednak ni w ząb nie zrozumiałem. Traf chce, że na tym bankiecie znalazł się ważny urzędnik z tamtejszego Ministerstwa Rolnictwa (czy jakoś tak…). Uczestniczyłem w tej rozmowie z rozdziawionymi ustami, jako żywo zainteresowany tematem.

- Chciałbym zabrać ze sobą koguta, poradź mi, jak mam to zrobić? – pytał Suthep.

- Jest zakaz zarówno importu jak i eksportu drobiu…wiesz ptasia grypa…

- Czy nie ma jakiegoś sposobu?

- Hm…drobiu nie można wywozić, ale zwierzęta domowe, jako podręczny bagaż, tak.. Zadeklaruj na lotnisku, że kogut shamo to twój domowy ulubieniec, tak jak kot, pies, czy chomik…

- Ale shamo nie jest psem…

- Domowym zwierzęciem może przecież być.

- A smycz, czy potrzebna jest smycz? – ciągnął Suthep.

Chongulia uparł się na shamo, ponieważ ta rasa kur pochodzi właśnie z Tajlandii. Shamo nawet nazwę wzięło od dawnej nazwy jego ojczyzny, czyli Syjamu.

- Wy, Japończycy, tylko chwilowo administrowaliście tą rasa, podobnie zresztą jak i innymi rasami, teraz shamo, po czterystu latach, znowu wraca do swojej prawowitej ojczyzny, czyli do mnie – mówił.

Bardzo ciekawy byłem, jak zakończy się ta historia. Już po powrocie do Polski, pierwszą wiadomość, jaką dostałem od Imamura, okazała się informacja, że wiele wysiłku musiał włożyć, aby wycyganić tego koguta od pana Katagirii. Widocznie jednak Suthep zrobił na Panu Kathagiri dobre wrażenie, bo ba koniec dorzucił nu on jeszcze kurkę shamo, aby kogutowi nie było smutno. Okazało się, że wspomniany urzędnik dał dobrą radę, bo japońskie służby celne nic nie miały przeciwko transportowi koguta.

Wniesienia jednak shamo do samolotu, jako podręcznego bagażu odmówiły jednak tajskie linie lotnicze. Może się uda w następnym roku?

Poprawiony: sobota, 11 stycznia 2014 12:04