środa, 23 października 2019

Wszystkie światy są jednym,
wszystko pochodzi z tego samego:
bogowie, duchy, gwiazdy,
rośliny, kamienie i ludzie.
Wszystko się zmienia i porusza,
 ale nie umiera;
nasza dusza jest jak drzewo:
rodzi się, wzrasta, kwitnie i wydaje nasiona.
Nigdy nie przestaje żyć,
bowiem zmienia się tylko łupina nasiona.
 

  >>źródło<<

długi ogon onagadori
Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 

Przeczytano juz: 9186 razy.

Wpisany przez Stanisław Roszkowski   
sobota, 19 kwietnia 2008 10:12

Historię tę słyszałem w Japonii wielokrotnie. Przekazywana jest jednak jedynie z ust do ust.  Nikt dotychczas nie odważył się o niej publicznie opowiedzieć. A wiec tak jakby „oficjalnie” nigdy się nie wydarzyła, co nie oznacza, że nie miała miejsca. Należy do gatunku tak zwanych delikatnych. Kiedy ją opisywałem miałem wrażenie, jak niewiele – my, Polacy, jak i oni, Japończycy - w sferze emocjonalnej w gruncie rzeczy się różnimy, choć pochodzimy z tak odmiennych kręgów kulturowych.

- Dlaczego wszyscy zachowują taką wstrzemięźliwość, przecież jej główny bohater, K., już nie żyje? – pytałem.

- Ale żyje jego wdowa…wyznał w odpowiedz jeden z hodowców.

- Wdowa ma ponad 80 lat...?

- Zostaną dzieci, wnuki, prawnuki…czyli nigdy…

Kim jest główny jej bohater Pan K.?

Kiedy przeglądamy jakiekolwiek stare pocztówki, zdjęcia czy jakiekolwiek inne pamiątki  dotyczące jednego ze sztandarowych symboli Japonii, nie tylko hodowli kur, czyli onagadori trudno nie zauważyć tej postaci. Oto zwykłe wydawać by się mogło zdjęcie z 1973 roku, które wyszukałem w czasopiśmie The Japanese Fowls Association, gdzie szczupły mężczyzna stoi pod drzewem na którego gałęzi siedzi srebrzysty kogut. Ma on imponujący, długi ścielący się po ziemi ogon. To właśnie K. Albo zdjęcie zamieszczone w książce „Kury Orientalne” przy opisie onagadori. Tam również obejrzeć można koguta Kuboty. Nie kto inny też tylko Kubota założył i przez dziesiątki lat prowadził japońskie „Centrum Onagadori”, czyli coś w rodzaju izby pamięci, niewielkiego muzeum znajdujące się w niewielkiej miejscowości Kochi na wyspie Sikoku, gdzie można obejrzeć wiele pamiątek związanych z tą piękną rasą.

Co właściwie się wydarzyło, że moi japońscy przyjaciele mówią o tej historii szeptem?

- K. bardzo przeżył  to, jak dowiedział się, że ktoś wyrwał jemu najlepszemu kogutowi onagadori najdłuższe pióra z ogona? – usłyszałem od któregoś z hodowców z prefektury Nara - taka wersja wydała mi się od samego początku nieprawdopodobna.

- Ale dlaczego miałby to robić?

- Mówi się, że to jakiś kolekcjoner… - usłyszałem taką wersję

- To nie K. dostał ataku serca, ale sam kogut nie przeżył stresu związanego z pozbawieniem go jego dumy czyli ogona. Po prostu zdechł - to kolejna wersja.

No proszę, pomyślałem sobie, ile wersji i jakie emocje. Na tym etapie można by właściwie zakończyć naszą opowieść. Jest i tak przecież duża dawna dramaturgii jak na przystało na klasyczną tragedię – jest zawał, złodziej, przestępstwo, kradzież, jest nawet śmierć… Nic jednak z tego, bo jak się zaraz okaże sprawy przybiorą nieoczekiwany obrót. Co więcej – może się okazać, że nie było wcale żadnego złodzieja, a tym bardziej śmierci. Zanim jednak dojdziemy do finału warto na chwilę zatrzymać się, bo to jest w tym momencie istotne, nad fenomenem, jaki miał miejsce w przyrodzie czyli ogonem onagadori.

***

O rekordowych długościach ogona onagadori krążą legendy. Raz po raz podawane są nie budzące oczywiście wątpliwości rewelacje o dwunasto, trzynasto metrowych piórach rosnących przez całe życie. Sam uległem czarowi tej kury i zdjęcie zamieszczone w książce „Kury Orientalne” podpisałem „ogon onagadori osiąga nawet do 15 m długości”. Nie poparte to było to żadnymi informacjami źródłowymi. Po prostu usłyszałem, że możliwe są tak długie ogony i o tym napisałem. Często jeżeli w coś chcemy mocno wierzyć to w to wierzymy.

A już sami Japończycy są mistrzami w tej „wierze”. Powszechnie uchodzą za naród ogromnie zdyscyplinowany i zgodny. Japonia przypomina wielkie i dobrze zorganizowane mrowisko, gdzie każda mrówka z góry ma przydzielone zadania do wykonania. Jeśli chodzi o hodowlę kur ozdobnych to niestety teoria o mrowisku nie ma racji bytu. Powiem więcej – kompletnie się nie sprawdza. Raz po raz bowiem między hodowcami dochodzi do - mówiąc oględnie - różnic zdań. Czy muszę dodawać o co najczęściej chodzi? Oczywiście chodzi o to, które kury są lepsze i bardziej „prawdziwe”. Opowiadano mi jak ostatnio posprzeczało się ze sobą dwóch osiemdziesięciolatków o fantastyczną rasę kur, zupełnie nieznaną w Europie – kurokashiwa.

Jeżeli dochodzi do sprzeczek o piękną, ale jedną z wielu pięknych kur czyli kurokashiwę to co można powiedzieć gdy wkroczymy na plac boju zajęty przez hodowców onagadori? Jest to przecież rasa sztandarowa, legendarna i dla Japonii symboliczna. Na całym świecie między zapalonymi hobbistami, niezależnie od dziedzin, dzieje się podobnie? Większość miłośników kur jest wielkimi indywidualistami. Utrzymywanie przyjaznych kontaktów z nimi to niemała sztuka.

* * *

Warto w tym momencie wrócić do naszej opowieści. Nie trzeba wyjaśniać, co oznacza dla pana K. onagadori, któremu, zanim umarł w wieku 85 lat, poświęcił bez mała całe życie. Tak jak symbolem nie tylko hodowli ale i samej Japonii jest onagadori, tak ikoną onagadori jest K. – legenda, sama kwintesencja tego co piękne i nieprzemijające. Ponieważ sam mianował się królem, czemu się zresztą trudno dziwić, zważywszy ogromny wkład jaki włożył w hodowlę tej rasy kur, postanowił ukoronować swoje dokonania i zgłosił do Księgi Rekordów Ginesa rekord - najdłuższy ogon, jaki udało się kiedykolwiek wyhodować u onagadori niespełna 13 metrów długości i pochodzi z jego hodowli.

Chyba jego koledzy hodowcy mieli pewne wątpliwości, bo przyszli do niego pewnego razu z uprzejmą prośbą, aby im pokazał tego koguta z tak długim ogonem. Pan K. oświadczył im wtedy, że nie może im nic pokazać bo poprzedniej nocy złodzieje wyrwali pióra z ogona koguta. Oni jednak nie dawali z wygraną, przyszli następnego dnia z prośbą aby im pokazał choćby tego koguta bez piór w ogonie. Kubota odpowiedział im wtedy, że tego również nie może spełnić gdyż właśnie minionej nocy kogutowi pękło ze stresu serce i zakończył swój żywot. Nie dociekałem już, czy hodowcy przyszli do niego po raz trzeci obejrzeć tego zdechłego koguta.

Japończycy nigdy niczego nie mówią wprost. Ich kultura to kultura niedopowiedzeń i wieloznaczności.

- A co? Mieli powiedzieć wprost, że K. po prostu mija się z prawdą? – usłyszałem.

- Może tak bardzo marzył o wyhodowaniu koguta z kilkunastometrowym ogonem, że jego pragnienie zmaterializowało się…

- Czy dużo masz zdjęć onagadori? - spytałem znakomitego japońskiego fotografa Pana T.

- Bardzo mało – odpowiedział.

- A jakie można obecnie spotkać najdłuższe ogony?

- Nie widziałem dłuższych niż siedmiometrowe…

Dzisiaj kiedy tak opisuję tę cała historię z perspektywy kilkunastu miesięcy dochodzę do wniosku, że dla mnie osobiście nie jest aż tak bardzo ważne, czy kogut onagadori może faktycznie osiągać kilkunastometrowy ogon. I czy Kubota kłamał czy nie?

A co jest ważne?

Może ważne jest, aby mieć marzenia…

Ale takich marzeń, jak Kubota już prawie nikt nie ma. Dzisiaj marzy się, aby zajechać z piskiem opon najnowszym BMW za ćwierć miliona złotych…

To co było oczywistością i normalne jeszcze kilka lat temu, dzisiaj już takie nie jest. Świat, ten piękny świat mitologii, wierzeń ludowych i hodowców potrafiących wyhodować onagadori z kilkunastometrowym ogonem mija bezpowrotnie. Odchodzą też japońscy mistrzowie. Ten świat to też wielkie emocje. Trzeba niezmiernie uważać, aby nie urazić nikogo jakimś słowem czy gestem.

W momencie gdy pierwsi z Was, kochani czytelnicy, będziecie czytać o tej historii będę siedział już w samolocie lub spotykał się z pierwszymi hodowcami onagadori na wyspie Sikoku, gdzie istnieje jeszcze Centrum Onagadori. Co mnie tam gna?

Lecę do Japonii 19 kwietnia po to, by specjalnie zobaczyć ostatnie WIELKIE ONAGADORI…

Czy uwierzycie?

…choćby miały tylko siedmiometrowe ogony.

 

Poprawiony: niedziela, 12 stycznia 2014 21:59