środa, 23 października 2019

Wszystkie światy są jednym,
wszystko pochodzi z tego samego:
bogowie, duchy, gwiazdy,
rośliny, kamienie i ludzie.
Wszystko się zmienia i porusza,
 ale nie umiera;
nasza dusza jest jak drzewo:
rodzi się, wzrasta, kwitnie i wydaje nasiona.
Nigdy nie przestaje żyć,
bowiem zmienia się tylko łupina nasiona.
 

  >>źródło<<

wiara w boga
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Przeczytano juz: 5915 razy.

Wpisany przez Stanisław Roszkowski   
sobota, 08 listopada 2008 23:15
      Tak mnie jakoś naszło po pierwszym listopada…

      Pamiętam taką scenkę gdy podczas upalnego dnia, w samo południe piliśmy zieloną zimną herbatę prosto z lodówki u Pana Maekawa. Tak. Zielona herbata od pewnego czasu stała się w moim domu napojem boskim. Jest cały ceremoniał związany z jej parzeniem o którym opowiem przy najbliższej okazji.

     Zapytałem się ich czy wierzą w Boga?

    Odpowiedzieli pytaniem.          

     - Kto jest Bogiem, dla was, Europejczyków?

     - To taki starszy dobrotliwy pan z brodą – nie wiedziałem jak im to wytłumaczyć. Potem długo opowiadałem o tradycji chrześcijańskiej, trójcy przenajświętszej, o tym, że Bóg jest sprawiedliwy i dobrych nagradza a złych karze. Słuchali z uwagą i byli bardzo zaskoczeni, chyba nie za bardzo wiedzieli o co mi chodzi.

     - A wy wierzycie w Boga?

     - My wierzymy w duchy naszych przodków i cesarza.

    

     - Czy dla was cesarz jest Bogiem?

     Zaraz się jednak zreflektowałem, że to pytanie może być zbyt dosłowne i zadałem je jak typowy Europejczyk, który zadaje proste bezpośrednie pytania i takich samych oczekuje odpowiedzi. A może typowy Japończyk nie zastanawia się w ogóle czy Bóg jest czy go nie ma?  Dlatego też i pytanie czy cesarz jest Bogiem jest bez sensu. Podstawową religią jest w Japonii obok buddyzmu shinto, które zakłada istnienie niezliczonej ilości bóstw i bogów. Bogowie ci są dobrzy i źli, nieokiełznani, złośliwi i grubiańscy lub prawi i sprawiedliwi. W pewnym sensie japońskie bóstwa przypominają te wzięte z mitologii greckiej. Dla nas grecki panteon jest z jednej strony ciekawy a z drugiej śmieszny – kto w dzisiejszych czasach wierzy w Zeusa lub oddaje cześć bogini płodności? A jednak  

     W tym momencie wtrącił się Koichi Kuyama, mój japoński tłumacz, który kilka lat spędził w Polsce studiując słowiańską literaturę i napisał pracę doktorską z poezji Mickiewicza.

     - W Japonii cesarza nie wielbi się za to co zrobił. Jego się wielbi za to, że jest. Chrystus dawał przykład, jak postępować, dzielił uczynki ludzkie na dobre i złe. Cesarza nie rozpatruje się w tych kategoriach. Cesarz nie jest ani dobry ani zły. To po prostu cesarz. Japończycy go ubóstwiają bo do dzisiejszego dnia daje im siłę wynikającą z 2 600 letniej tradycji, od tylu bowiem lat jest dla nich świętością. On po prostu był, jest i będzie, a  to dla Japończyków było i jest najważniejsze.

     - To tak jak królowa angielska?

     - W pewnym sensie. Królowa  ma przypominać o potędze korony brytyjskiej, ciągłości tradycji i wieczności tego co stworzyli Anglicy. Nikt jej nie wielbi za to co zrobiła. Ale w odróżnieniu od Japonii nikt królowej w Anglii nie uważa za bóstwo.

     Cesarz przez wiele stuleci był w Japonii postacią marionetkową. Nie miał żadnej władzy. Prawdziwą władzę mieli shogunowie czyli wojskowi namiestnicy mający pozycję dyktatorów i to oni prowadzili wojny, najeżdżali sąsiednie prowincje i odpierali ataki wrogów. Nikomu jednak przez te wiele, wiele lat nie przyszło do głowy, aby cesarza zdetronizować.

    - W tym kontekście można wytłumaczyć fenomen kamikadze, legendarnych samobójców z okresu Drugiej Wojny Światowej. Kamikadze, co znaczy ni mniej ni więcej tylko „boski wiatr” oddawali bez zastanowienia życie za cesarza.

    Odwiedziłem wiele japońskich domów i w każdym z nich nieodłącznym elementem jest mały ołtarzyk usytuowany w centralnym miejscu największego centralnego pokoju.

    - Tu mieszkają duchy przodków – powiedziała mi Pani Yasutake.

    Bardzo mi odpowiada takie postrzeganie Boga. W tradycji chrześcijańskiej ciągle straszeni jesteśmy ogniem piekielnym. Grzech ma wiele wcieleń. Tak naprawdę religia ta jest oparta na strachu. Przez długi czas jeszcze w podstawówce byłem ministrantem i służyłem do mszy. W tym okresie bardzo często miałem jakieś poczucie winy. Z czegoś tam musiałem się ciągle spowiadać i wyznawać swoje grzechy. W tradycjach ludów wschodu grzeszą…sami bogowie. Są oni pośród swoich dzieci i wnuków. Jakby mieszkali razem z nami. Ludźmi.

    Przez to stają się nam bardziej swojscy i bliscy.

    Po prostu ludzcy.

Poprawiony: sobota, 08 listopada 2008 23:18