środa, 23 października 2019

Wszystkie światy są jednym,
wszystko pochodzi z tego samego:
bogowie, duchy, gwiazdy,
rośliny, kamienie i ludzie.
Wszystko się zmienia i porusza,
 ale nie umiera;
nasza dusza jest jak drzewo:
rodzi się, wzrasta, kwitnie i wydaje nasiona.
Nigdy nie przestaje żyć,
bowiem zmienia się tylko łupina nasiona.
 

  >>źródło<<

bajeczka o sekatorze
Ocena użytkowników: / 27
SłabyŚwietny 

Przeczytano juz: 4461 razy.

Wpisany przez Stanisław Roszkowski   
środa, 01 grudnia 2010 22:01

Nie daje mi spokoju pytanie, dlaczego nie potrafimy załatwić najbardziej prostych spraw? Ułożyłem nową wersję znanej bajeczki o sekatorze, która opisuje, jak sądzę, mechanizmy bardzo typowe dla naszych zachowań. Obawiam się, że akurat w tym przypadku to my, Polacy, jesteśmy absolutnymi mistrzami... no i fajnie, przynajmniej w czymś jesteśmy naprawdę dobrzy...

Było sobie dwóch sąsiadów. Nazwijmy ich Jasio i Stasio. Żyli sobie w miarę zgodnie obok siebie, ich dzieci bawiły się razem w piaskownicy, a żony wymieniały uwagi na temat modnego serialu. Na granicy ich działki wyrósł spory żywopłot, który zbytnio zacieniał działki, a i słoneczko coraz rzadziej zaglądało do okien. Jego przycięcie było z całą pewnością w interesie obydwu panów.

Pewnego razu Jasio postanowił wykazać się inicjatywą i zrobić z tym żywopłotem porządek. Pech chce, że zapodział mu się gdzieś sekator. Postanowił więc odwiedzić Stasia w piątkowy wieczór i pożyczyć od niego sekator, a być może nawet zaproponować wspólne przycięcie żywopłotu. Kiedy Jasio stanął przed bramą Stasia opadły go jednak wątpliwości. A może przyszedłem nie w porę? Może Jasio ma gości i znajomi pomyślą sobie o nim, jak o zwykłym chamie, którego nie stać na kupno jakiegoś głupiego sekatora? Wchodzić z buciorami, w piątkowy wieczór, mącić prywatność sąsiada?

Poza tym przypomniał sobie kilka faktów.

Nie tak dawno, bo w poprzednią sobotę Stasio palił opadłe jesienne liście, a dym leciał akurat na działkę Jasia, tak że było go pełno w całym domu. Z całą pewnością to zadymianie było zaplanowane, a sąsiad tylko czekał odpowiedni kierunek wiatru. Dlaczego nie palił liści dzień wcześniej, kiedy wiatr wiał w drugą stronę?  Albo ten kot Stasia, który którejś nocy wyżarł pozostawione na tarasie śledzie… Czy to otwarte okno z wydobywającą się z niego nieco głośniejszą muzyką. Jasio nie bardzo lubi disco polo, o czym Stasio powinien doskonale wiedzieć. Albo w końcu, czy nie było perfidnie zaplanowane to, że trzyletnia córeczka Stasia grzmotnęła o dwa lata starszego synka Jasia po głowie konewką, a ten poleciał z rykiem do ojca… Do ojca, zauważcie, a nie do matki!

A jeśli już o matce mowa to Jasio przypomniał sobie też pewną sytuację sprzed chyba dwudziestu lat, o której opowiadała mu matka, kiedy to jej sąsiadka nazwała ją kurwą. No, nie... – uzmysłowił sobie to z całą mocą – tą sąsiadką była przecież matka Stasia! W rzeczywistości podobno było akurat odwrotnie - to matka Jasia nazwała matkę Stasia kurwą, ale nie zawracajmy sobie głowy drobiazgami. Tak czy siak to paskudne słowo kurwa padło. I już. W każdym razie Jasio wierzył w to co chciał wierzyć, czyli...

...moja matka kurwą, nie doczekanie jego...

W tym momencie wszystko zaczęło się Jasiowi układać w logiczną całość. Żadne zdarzenie nie były absolutnie przypadkowe. Maska opadła. Sąsiad, który wydawał się dotychczas miłym i uczynnym człowiekiem, wcale takim nie jest.

Z takimi kłębiącymi się myślami Jasio zadzwonił do drzwi Stasia.

– Może w końcu wypijemy jakieś piwko... - powiedział wyraźnie ucieszony Stasio na widok sąsiada.

– Mam w dupie pana sekator!!! – wykrzyknął wściekły Jasio.

– Jaki sekator…?

- Jest pan pieniaczem i z takim pieniaczem nie chcę mieć nic wspólnego.

Odwrócił się i odszedł pozostawiając zdumionego Stasia samemu sobie.

Jaki z tego morał?

Na innych patrzymy swoimi oczami i oceniamy ich swoją miarą. Złodziej myśli, że wszyscy dookoła niego kradną. Kłamców otaczają sami kłamcy. Oszczercy widzą wokół siebie wyłącznie oszczerców. Znajomi, sąsiedzi to wrogowie, którzy tylko czyhają, aby nas upokorzyć. Pełno ich wszędzie – w pracy, za rogiem domu, w stowarzyszeniu, gdzie działamy. Wróg jest nam potrzebny, bo jak zaczniemy z nim walkę to poczujemy, że coś robimy, uwiarygodniamy się. Walka daje nam narkotycznego kopa. Nie istotne jest, że można zrobić wspólnie coś dobrego dla samego siebie, a przy okazji też i dla innych...

Ja, ja, ja, ja... i moje ego jest najważniejsze.

I tak kręci się ten nasz polski magielek, w który wsiąkamy chcąc czy nie chcąc i stajemy się jego częścią. W pewnym momencie już nie wiadomo, co kto powiedział, a czego nie powiedział, kto kogo obraził, kto miał rację, a kto jej nie miał, i o co tak naprawdę w ogóle chodzi. Nie pamiętamy początku całej sprawy. Ale za to przyprawiamy sobie skrzydła.  Husarskie skrzydła. Polskie skrzydła. No bo w Polskę idziemy, drodzy panowie, w Polskę idziemy... jak śpiewał Wiesław Gołas.

A co z żywopłotem?

Kto by się przejmował jakimś tam zafajdanym żywopłotem...

A że zasłania słoneczko w obydwu domach...

... cholera, ale się zapędziłem, kończę już, bo jeszcze wciągnę do magielka nasze kochane słoneczko...

{easycomments}

Poprawiony: piątek, 10 stycznia 2014 16:30