środa, 23 października 2019

Wszystkie światy są jednym,
wszystko pochodzi z tego samego:
bogowie, duchy, gwiazdy,
rośliny, kamienie i ludzie.
Wszystko się zmienia i porusza,
 ale nie umiera;
nasza dusza jest jak drzewo:
rodzi się, wzrasta, kwitnie i wydaje nasiona.
Nigdy nie przestaje żyć,
bowiem zmienia się tylko łupina nasiona.
 

  >>źródło<<

patriotyczna kupa
Ocena użytkowników: / 7
SłabyŚwietny 

Przeczytano juz: 1725 razy.

Wpisany przez Stanisław Roszkowski   
poniedziałek, 23 listopada 2015 19:17

Patriotyczna kupa

- Jak wyszło – spytałem?

- Był Pan trochę spięty – usłyszałem od redaktora programu.

Godziny poranne, Pierwszy Program TVP, a więc chyba nie tylko prestiż ale i najwyższa oglądalność. Ale akurat tu mam doświadczenie. Występy telewizyjne już mnie nie peszą. Wcześniej poukładałem sobie w głowie scenariusz.

A więc…

… przez ponad sześćdziesiąt polska hodowla, poza zamkniętymi stadami zachowawczymi nie istniała… zrobił się prawdziwy ruch społeczny… pojawiają się nowe rasy typu czubatka dworska i karzełek polski… kury jako część dziedzictwa kulturowego… organiczna praca od podstaw… Polacy nie gęsi… mamy misję do spełnienia…

Jednym słowem miało być wzniośle i patriotycznie.

 

 

Długo wcześniej przemyśliwałem, jak by chytrze te „patriotyczne” treści przemycić, bo wcale nie byłem przekonany, że jest to kierunek oczekiwany i to nie tylko przez samą telewizję publiczną jak i ogół hodowców kur, których bardziej interesują bazary i ile można zarobić niż zbawianie  świata. Misja telewizji publicznej misją, ale wskaźniki ekonomiczne są nieubłagane, czyli samo życie. Stad tyle taniej rozrywki, pośledniej jakości talk show i hollywoodzkich filmów.  Zazwyczaj  prowadzący dopasowują się do tych oczekiwań publiki i zadają podstawowe pytania typu,  czy do znoszenia jajek potrzebny jest kogut. Odpowiadam zazwyczaj dosadnie w stylu: aby urodziło się dziecko musi być baba i chłop, co nie?

W studio czysto, schludnie. Panie w jasnych kreacjach, panowie trochę na sportowo, a trochę wizytowo. Na antenę miałem wejść jako trzeci uczestnik. Przedtem był krótki filmik z wizyty u Karola Chmielewskiego. Między poszczególnymi blokami były przebitki z bogata zastawionego stołu, gdzie prezentowano regionalne produkty.

Pół minuty do wejścia na antenę, dwadzieścia sekund, dziesięć.. prowadzący obydwoma rękoma trzyma czubatkę polską wielbłądzią tuż przed sobą, trochę niżej poziomu głowy.

No i trach, stało się!

Na cztery sekundy przed wejściem kura zrobiła prowadzącemu niespodziankę, miał pełną garść. Na rzadko. Kolor jasno brązowy, niekoniecznie taki, jaki ma tradycyjna szaro-czarna kurza kupa. Powiedziałbym nawet, że na bardzo rzadko… ale kolor był piękny, złocisty, w odcieniu gliny. Smród w studio nie do opisania, bo pomieszczenie wcale nie takie duże. U prowadzących pełny profesjonalizm, nie dali poznać po sobie co jest grane.

Wyobraźcie sobie w takich warunkach moje kilka minut zewu patriotycznego – to dziedzictwo narodowe, chęć pozostawienia po sobie czegoś dla przyszłych pokoleń i tego typu dyrdymały.

A tu zwykłe, nazwijmy to po imieniu, gówno.

Rzadkie gówno.

I bardzo, bardzo śmierdzące.

Ale z drugiej strony dlaczego kurza kupa nie może być patriotyczna? Jest przecież częścią (a właściwie niedawno była) kury. Kurę trzeba brać taką, jaka jest, a nie tylko zachwycać się wykąpaną w szamponie na wystawie. W przyrodzie nie ma części ważnych i mniej ważnych. Wilk jest częścią ekosystemu i nie jest ani dobry ani zły. Jest elementem łańcucha pokarmowego w naturze. Dla nas, hodowców, kuna, tchórz i jastrząb są złe, bo robią nam spustoszenie w kurnikach. W przyrodzie jednak, o ile nie jest zachwiana równowaga naturalna, są eliminatorem egzemplarzy słabych i chorowitych.

Co więcej kurza kupa może pełnić bardzo istotną rolę w przyrodniczym łańcuchu, a nawet ewolucji. Mam przy domu piękny ogród. Czy wiecie, jak znakomicie na kurzym nawozie rosną warzywa?!!! Wyhodowałem dynię, która ważyła prawie 20 kg.

I to dzięki kurzym kupom.

* * *

Takie tam rozważania przelatywały mi po głowie po programie.

A czasu miałem dużo, bo zaraz po emisji jechałem prawie 200 km z Halinowa, gdzie mieszkam pod Białystok po mięso wołowe, które co jakiś czas przygotowuje mi mój przyjaciel hodowca, nie tylko kur ale i lisów. Dwunastoletni Opel Combo, to nie jest jakaś limuzyna, jak na gwiazdora telewizyjnego przystało. Zatrzymałem się na stacji benzynowej pod Łochowem. Ubrany byłem też jakoś tak nie bardzo odświętnie. Powiedzmy wprost – wyglądałem na zwykłego buraka. Już w trakcie tankowania zauważyłem gościa w stanie wskazującym na spożycie, który wrzasnął:

- Ludzie, kurwa, zobaczta, facet telewizji do nas przyjechał.

Zrobiło się lekkie poruszenie, dwie młodziutkie kasjerki przy kasach zachichotały. Kilku klientów zlustrowało mnie nader przyjaznym  spojrzeniem.

W jednej chwili doszło do mnie, że telewizja to potęga. Wystarczy się w niej pokazać, a już wskakujesz na szczyt, zostajesz namaszczony; znajomi ci gratulują, zauważają, wzbudzasz zazdrość, no bo ten zawsze tak jakoś pcha się na świecznik i potrafi się ustawić. Często to słyszę - ale menda, potrafi zrobić sobie reklamę. Przypominam sobie słowa kumpla z podstawówki, który po jednym z moich występów telewizyjnych orzekł filozoficznym tonem: wiesz, Stasiu, ty z nas najwyżej zaszedłeś.

Na stacji benzynowej miałem swoje pięć minut. Dosłownie.

- Kiedyś też hodowałem zielononóżki – usłyszałem.

- Ja też je hoduję.

- Ale pięknie opowiadał Pan o tych czubatkach, no pięknie. Kiedyś było takie pismo, Woliera, tam dużo było o polskich kurach. Czytał pan Wolierę? Chyba już jej nie ma bo się nie opłacało.

- Może nie o pieniądze chodziło – zauważyłem nieśmiało?

- A więc czytał Pan Wolierę?

Nie zaprzeczyłem…

Poprawiony: wtorek, 24 listopada 2015 22:15